Od dłuższego czasu nie mieliśmy okazji zagrać w naprawdę dobrego RTS-a (ang. Real Time Strategy). Studio King Art Games zauważyło tę lukę i wypełniło ją w sposób najlepszy z możliwych, dając nam coś, czego jeszcze nie było. Wszystko zaczęło się od obrazów polskiego malarza Jakuba Różalskiego. To na podstawie jego prac opracowano koncept gry, a następnie ogłoszono zbiórkę na platformie crowdfoundingowej Kickstarter. Nie wiem, czy twórcy spodziewali się tak wielkiego sukcesu. Dzięki społeczności graczy udało się zebrać ponad milion pięćset tysięcy dolarów, które pozwoliły studiu osiągnąć wszystkie zapowiedziane cele, jaki i te dodatkowe. Dzięki przekroczeniu podstawowego progu do gry otrzymamy między innymi darmowe DLC czy ligi i sezony w trybie multiplayer. Samo zainteresowanie tytułem pokazało jak bardzo jesteśmy spragnieni czegoś nowego w świecie RTS. Jak wywiązali się producenci? Moim zdaniem doskonale, a dlaczego tak jest to zaraz się dowiecie.




O grze samej

Iron Harvest opowiada alternatywną historię świata tuż po Wielkiej Wojnie. Trafiamy do 1920 roku kiedy to Królestwo Polanii zostaje zaatakowane przez sąsiadów - Rusvietów oraz Saksonów. Ciężko nie odnieść wrażenia, iż Polania to w zasadzie Polska, Rusvieci - Rosja, a Saksoni to Cesarstwo Niemieckie. Skupiając się na fabule, przyjdzie nam walczyć właśnie po stronie Polanii. Jako młoda dziewczyna Anna Kos będziemy musieli stawić czoło Rusvieckiej nawałnicy. Ania jest córką Piotra Kosa, który okazuje się, że był współpracownikiem Tesli odpowiedzialnego za budowę pierwszych mechów. Dzięki swoim zdolnościom Anna staje na czele oddziałów partyzanckich i prowadzi ofensywę starając się poznać skrywane przez ojca tajemnice. Jednak nie jest w tej walce sama, towarzyszy jej dzielny niedźwiedź Wojtek oraz wujek, weteran - Lech.

Dodatkowo oprócz samej linii fabularnej otrzymujemy osobne misje, w skład których wchodzą tryb potyczek oraz wyzwania. Tryb ten pozwala nam na spróbowanie swoich sił w naprawdę ciężkich warunkach. Wyzwania polegają na przetrwaniu fal wrogów, którzy nacierają na naszą bazę. Potyczki natomiast są niczym innym jak trybem skirmish gdzie stawiamy czoła komputerowemu SI. Za każdą wygraną dostajemy punkty doświadczenia oraz osiągnięcia przypisywane do naszego profilu w grze. Nie jest to jedyna nagroda, ponieważ za wypełnienie zadań otrzymujemy monety. W chwili obecnej nie możemy jeszcze ich wydawać, jednak mam nadzieję, że zmieni się to w niedalekiej przyszłości, ponieważ twórcy nie spoczęli na laurach i w dalszym ciągu rozbudowują grę. Podejrzewam, że zarobioną walutę będziemy mogli wydać na nowe skórki dla naszych mechów czy też unikatowe portrety dowódcy. W nadchodzącym miesiącu mamy natomiast otrzymać tryb kooperacyjny dla kampanii single player. 




Tytuł posiada również możliwość prowadzenia rozgrywek multiplayer oraz w niedalekiej przyszłości otrzymamy możliwość wzięcia udziału w rozgrywkach rankingowych. Jak dobry jest moduł multiplayer mogliśmy się przekonać tuż przed premierą, oglądając międzynarodowe zawody w Iron Harvest. Mapy stworzone specjalnie pod rozgrywkę wieloosobową pozwalają na walki pomiędzy maksymalnie 6 osobami, są one zbalansowane w taki sposób, aby każdy gracz miał taką samą szansę na starcie rozgrywki. Osiągnięcie zwycięstwa w takiej bitwie jest możliwe na dwa sposoby - całkowita eliminacja przeciwnika lub zajęcie i obrona kluczowych punktów na mapie, które generują punkty zwycięstwa. Osobiście sam nie mogę się doczekać bitw rankingowych i spróbowania swoich sił w starciu z żywym przeciwnikiem na równym poziomie.       

Rozgrywka

Sami twórcy przyznali, że inspirowali się takim tytułem jak Company of Heroes i faktycznie jest to widać. W grze położono nacisk na taktykę - szukanie osłon, flankowanie przeciwnika to klucz do sukcesu. Piechota może chować się w budynkach, szukać osłony za kamiennym płotem czy jakimkolwiek przedmiotem dającym chodź ułamek ochrony. Bez odpowiedniego podejścia nasze jednostki zostaną wycięte do nogi. Ważną kwestią jest również walka z mechami - mają one swoje słabe punkty, więc obejście ich i atak od tyłu nie raz uratuje kilka naszych jednostek przed wgnieceniem ich w ziemię. 




Jednak aby wprowadzić taktykę w życie, musimy posiadać odpowiedni garnizon. Tak jak we większości RTS-ów potrzebujemy bazę, która pozwoli nam na rekrutację jednostek. W Iron Harvest znajdziemy trzy główne budynki - sztab, koszary oraz warsztat. Sztab pozwala nam na rekrutację podstawowych jednostek piechoty oraz generuje minimalną ilość surowców potrzebnych do dalszej rozbudowy. Warsztat oraz koszary dają nam możliwość rekrutowania wyspecjalizowanych oddziałów, oraz budowę mechów, które w tej grze grają pierwsze skrzypce. Nie są to jednak jedyne budowle, które możemy wznieść. Dodatkowo każdy wzniesiony przez nas budynek podnosi limit jednostek jakimi możemy dysponować.  

Do rozbudowy naszego garnizonu oraz rekrutacji nowych jednostek potrzebujemy surowce, których w grze występują dwa rodzaje - ropa oraz metal. Znajdziemy je rozrzucone na mapie jako jednorazowe składy oraz kopalnie. Kopalnie przynoszą nam stały dochód, a dodatkowo w późniejszych etapach możemy je ulepszyć, aby pozyskiwać jeszcze więcej surowców. Zajęcie i obrona odpowiednich kopalni jest bardzo istotna podczas rozgrywki, a strata którejkolwiek negatywnie odbije się na naszej ekonomii.     




Gra oferuje bogaty wybór jednostek piechoty oraz maszyn kroczących. Co do samej piechoty podoba mi się ich uniwersalność. Pomimo z góry określonych oddziałów takich jak strzelcy, grenadierzy czy inżynierowie twórcy pozwolili na podnoszenie broni z zabitych przeciwników. Dzięki takiemu zabiegowi oddział inżynierów może stać się morderczą załogą ciężkich karabinów maszynowych i to bardzo efektywną. Rozbudowane koszary pozwalają również na rekrutacje bardziej zaawansowanych jednostek, takich jak działo przeciwpancerne czy kroczący karabin maszynowy. Jeśli chodzi o warsztat to działa takiej samej zasadzie jak koszary, jednak najważniejszą kwestią jest jakie maszyny wychodzą z warsztatu. Maszyny, z jakimi będziemy mieli do czynienia to jest najczystsze złoto Iron Harvest.

Każda nacja przedstawiona w grze posiada unikatowe dla siebie mechy. Polanie dysponują takimi cudeńkami jak np. PZM-7 Śmiały - szybki i wyposażony w ogromny karabin z bagnetem mech flankujący, olbrzymiego PZM-24 Tur, który salwą potrafi zdmuchnąć cały oddział piechoty czy też artyleryjskie działo kroczące PZM-13 Mocny. Nie są to oczywiście wszystkie oferowane przez grę maszyny, a jedynie wybrane przeze mnie jednostki Polanii. Rusvieci na przykład posiadają mechy wyposażone w granatniki lub miotacze płomieni. Chociaż najbardziej z tej nacji przypadła mi do gustu artyleria inspirowana rosyjską wyrzutnią rakietową - Katiusza. Jeśli chodzi o Saksonie to mamy do dyspozycji ciężko opancerzone, przypominające pająki czołgi czy też olbrzymie działo artyleryjskie chodzące na dwóch nogach. Dzięki zróżnicowaniu maszyn każda nacją wymaga od nas innego podejścia do rozgrywki i pomimo naprawdę sporych różnic pomiędzy maszynami gra jest bardzo dobrze zbalansowana. 




Ważnym aspektem jest również możliwość levelowania naszych jednostek. Im bardziej wykażą się na polu walki, tym większy poziom osiągną. Poza oczywistymi zaletami jak zwiększona ilość życia czy większe obrażenia jednostki posiadają również dodatkowe ataki. Tym sposobem PZM-24 Tur może ostrzelać przeciwników salwą rakietową, a inżynierowie zbudować bunkier z działem przeciwpancernym. Bardzo przyjemny dodatek, który sprawia, że przywiązujemy większą uwagę do dbania o swoje istniejące jednostki.  

W grze znajdziemy również wielu bohaterów, gdzie każdy z nich dysponuje innymi umiejętnościami. Ania i jej nieodłączny towarzysz niedźwiedź Wojtek tworzą niesamowicie zabójczą parę - Ania jest strzelcem wyborowym, a Wojtek swoimi pazurami potrafi przetrzebić nie jeden oddział wroga. Jakby tego było mało to na Wojtkowym grzbiecie znajdziemy apteczki pozwalające uleczyć ranne jednostki. Lech Kos, wujek Anny zasiada w potężnym mechu, wyglądem przypominającym goryla. Saksoni posiadają w swoich szeregach Guntera von Duisburg wraz z dwoma wilkami - Tag i Nacht, natomiast Rusvietów wspiera Olga Morozowa z tygrysem oraz Lew Zubow w rekinim mechu. Oprócz wymienionych bohaterów spotkacie również kilku innych, jednak związani są oni z fabułą gry, a ja nie chce jej wam psuć dlatego resztę odkryć musicie sami. 




Grafika oraz dźwięki

Iron Harvest wygląda dobrze, mapy są estetyczne i bardzo szczegółowe. Ciężko przyczepić się do czegokolwiek, bo twórcy solidnie przyłożyli się do swojej pracy. Tereny na których przyjdzie nam walczy to głównie pola oraz lasy, chociaż zdarzą się też potyczki w miastach. Wydawałoby się, że walki na polach nie są niczym specjalnym, jednak tak jak prędzej wspomniałem mapy są strasznie, ale to strasznie szczegółowe. Każda oddana salwa zostawia za sobą ślad w postaci leju, każdy pocisk sieje za sobą zniszczenie. Możemy zdemolować większość otoczenia, jakie stanie na naszej drodze - płoty, mury, samochody czy też domy. Naprawdę jest na co patrzeć - mechy, które zostają uszkodzone w walce noszą na sobie jej ślady. Kiedy zostają mocno uszkodzone, stają w płomieniach. Domy rozpadają się na setki cegieł, a zniszczone rafinerie straszą połamanymi rurami. Trzeba wspomnieć również o tym, że przyjdzie nam walczyć podczas różnych pór roku. Zimą będziemy przebijali się przez zaspy śniegu, jesienią ugrzęźniemy na rozmoczonych drogach, a latem przedzierali się przez łany zboża w gorejącym słońcu. Gra pozwala także dowolnie obracać czy przybliżać kamerę, dzięki czemu jeszcze bardziej możemy przeniknąć do przedstawianego świata. Szczegółowość mechów jest wprost niesamowita, możemy dostrzec pojedyncze detale jeszcze bardziej wsiąkając w świat gry. 

O samej oprawie dźwiękowej pisaliśmy już troszkę wcześniej w osobnym artykule. Dlatego pozwólcie, że zacytuję sam siebie:

Ścieżka dźwiękowa jest dziełem trzech Polskich muzyków - Adama Skorupy kompozytora muzyki do serii Wiedźmin, Michała Cieleckiego twórcy oprawy dźwiękowej do gier Shadow Warrior oraz Krzysztofa Wierzynkiewicza znanego między innymi z pracy włożonej przy grze Bulletstorm. Połączenie tak wybitnych ludzi i skupienie ich na jednym projekcie, zaowocowało niesamowitym podkładem dźwiękowym. Każda przedstawiona w grze frakcja posiada swoją, unikatową ścieżkę dźwiękową inspirowaną daną nacją. Grając Polonią możemy usłyszeć na przykład chór górali. Sięgnięcie po instrumenty kojarzące się z danym Państwem, bardzo pozytywnie wpływają na imersję oraz rozgrywkę.      

Ponad to koniecznie trzeba wspomnieć o voice actingu. Gra jest po polsku w każdym kilobajcie - pełny dubbing wykonany został przez polskich aktorów. 




Podsumowanie

Tak, jestem fanem wszelkich gier RTS. Tak, kupiłem Iron Harvest długo przed premierą. Tak, zdarzało mi się przed premierą marudzić i narzekać na ten tytuł. Jednak powiem Wam jedno - jeśli uważacie się za fana strategi czasu rzeczywistego i jeszcze nie posiadacie swojej kopii to wstydźcie się! Gra to prawdziwe, najczystsze złoto. Pięknie wygląda, niesamowicie brzmi, oferuje bardzo dobrą kampanię dla jednego gracza oraz tryb multiplayer. Jakby tego było mało to jest cały czas rozwijana, a twórcy słuchają graczy i wprowadzają sugerowane przez nich poprawki. Jeśli o mnie chodzi to daje jej ocenę 9/10. Polecam wszystkim, którzy się jeszcze zastanawiają i zapraszam tych którzy mają już swoje kopie do potyczek multiplayer. Do zobaczenia w rankingowych tabelkach dowódcy.