Zostaliśmy przyzwyczajeni do tego, że każda nowa gra o wyścigach aut to wyciskacz siódmych potów z komputera. Tak też jest w tym przypadku, jednak nie do końca rozumiem, dlaczego tak jest. Optymalizacja jest fatalna – i9 10900k wraz z RTX2080 super miał problemy, aby utrzymać liczbę klatek powyżej 60, a grafika niczym nie powalała. Przy pierwszym włączeniu gry miałem wrażenie, że przeniosłem się w czasie do 2015 roku, a może nawet dalej. To, co przykuło moją uwagę podczas pierwszego wyścigu (widok z kabiny) to cień odbijający się na szybie auta. Było widać kwadratowe pixele naprawdę sporych rozmiarów.




Modele aut podczas wyścigu wyglądają jakby były plastikowymi zabawkami. Nie zostawiają za sobą śladów, nie brudzą się, podczas deszczu wyglądają jakby unosiły się nad drogą. W garażu wyglądają całkiem nieźle, ale nie o to w wyścigach chodzi. Przechodząc do samych zmagań na torze też wygląda to źle. Trasy są bezpłciowe, nie mają w sobie nic co przykuwa oko i może cieszyć. Nie ma trawy, kurzu czegokolwiek. Tekstury są płaskie i wyglądają jak z Maluch Racer. Budynki, widzowie, drzewa wszystko żywcem wyciągnięte z 2015 roku. Chociaż nie, dla porównania włączyłem Need for Speed z 2016 i wygląda znacznie lepiej, nie mówiąc już o Forza Horizon 4 z 2018 z tą różnicą, że wymienione gry posiadają otwarty świat, a Project Cars 3 nie. 




Trzeba wspomnieć również o interfejsie oraz HUD. Wielką zaletą jest możliwość wyłączenia HUD bo jest obrzydliwy, kwadratowy i rażący w oczy. Jeśli chodzi o interfejs to przypomina ten z gry Asphalt. Tak mówię o tym Asphalt znanym ze smartfonów. Po wygranym wyścigu musimy się przeklikać przez co najmniej 3 okna informujących o tym jak wiele doświadczenia otrzymaliśmy. Mamy poziomy kierowcy, samochodu, tras itd. Naprawdę sporo tego, jednak nie jest to jakoś mega istotne podczas rozgrywki.

Co jest warte uwagi to 300 aut, które czekają na nas w garażu. Wiele modeli możemy znać z poprzedniej części gry. Niestety nie mamy do nich od razu dostępu, a możemy odblokować je nabijając poziom naszego kierowcy. Mój ulubiony Mercedes 190 jest dopiero na 6 poziomie, a to naprawdę wiele godzin grania.




Gra posiada również tryb sezonów oraz pogody. Możemy wybrać jedną z czterech pór roku, a do tego rodzaj pogody oraz porę wyścigu. Jednak pojawia się następny problem, czy to zima czy lato to trasa wygląda tak samo. Nie zmienia się totalnie nic, drzewa są zielone jakby co dopiero zakwitły. Wyścig nocą przynosi jeszcze większe rozczarowanie. Mój Lancer pomalowany w czerwony metalik w nocy stał się matowy - magia ekranu. Co do opadów to deszcz wygląda całkiem nieźle, jednak zdarzało mi się, że gra zaczynała klatkować. Spadek wydajności da się również odczuć podczas przejazdu przez chmurę kurzu wzbitą przez śmigła helikoptera.

Nawiązując do kolorów aut trzeba wspomnieć o możliwości modyfikacji ich wyglądu. Także tutaj twórcy się nie popisali - kalkomanie, tribale oraz płomienie. Serio teraz to wróciłem pamięcią do 2005 roku, kiedy mój sąsiad kupił Opla Calibre, który wyglądał jak bieda wersja Szybkich i Wściekłych. Jeśli chodzi o tuning mamy do wyboru 4 ulepszenia każdego elementu samochodu, wpływają one na przyspieszenie, prędkość maksymalną, sterowanie oraz hamowanie. W sumie standard jeśli chodzi o samochodówki.




Ważnym elementem gier wyścigowym jest również oprawa dźwiękowa. W Project Cars 3 jest i nie wzbudza on żadnych większych emocji. Drum and bass przypomniało mi o Need for Speed Underground, piękne wspomnienia. Jeśli chodzi o dźwięk wydawany przez auta jest poprawny, nic specjalnego co chwyciło by za serce. Co mi się spodobało to piszczenie opon w deszczu, brzmi jak chrumkanie świnki morskiej. Całkiem urocze.

Fizyka leży tak jak cała reszta. Project Cars 1 aspirował do gry pokroju sim racing, również druga część chociaż już trochę mniej wymagała od gracza więcej niż arcadowe wyścigi. W części trzeciej twórcy radośnie popłynęli robiąc grę całkowicie arcade. Granie w ten tytuł na kierownicy było dla mnie mordęgą. Auto z napędem 4x4 zachowywało się jakby miało opony posmarowane smalcem. Wchodząc w każdy zakręt powyżej 60km/h auto się ślizga wypuszczając spod opon kwadratowe chmury dymu. Po zmianie kontrolera na pada jeździ się całkiem przyjemnie. Gra jest idealna na sobotnie posiedzenie na kanapie z kolegami kiedy liczy się tylko dobra zabawa. Pomimo wielu niedociągnięć i rozczarowań bawiłem się całkiem nieźle, może to nostalgia za starymi NFS-ami.




Nie należy kopać leżącego, więcej chyba nie muszę pisać za wiele w podsumowaniu. Naprawdę dziwie się, że twórcy wypuścili grę w takim stanie i nie jest to tylko moja opinia. Gra jest przyjemna, jednak przyjemne gry były również w 2000 roku. Jeśli chcecie mieć odskocznię od Forzy czy Need for Speed to polecam, ale Project Cars 2. Kosztuje teraz grosze, a jest o wiele lepsza od jej ostatniej części. Osobiście jestem strasznie rozczarowany, bardzo liczyłem na naprawdę solidne wyścigi arcade. Niestety, dostaliśmy to co dostaliśmy i strasznie mi z tego powodu smutno. Project Cars jest marką samą w sobie i fanom wyścigów raczej nie trzeba przedstawiać tego tytułu. Mam nadzieję, że twórcy wyciągną wnioski z tego projektu i następna część będzie naprawdę solidną produkcją.  

Ocena

4/10 - nie mogę, a nawet nie wypada mi dać lepszej oceny. Gra ma swoje plusy, jednak nie tego oczekiwaliśmy.

Plusy

- 300 aut

- Przyjemne prowadzenie auta

- Ten na akumulatorze 

Minusy 

- Grafika i wszystko co z nią związane

- Oprawa dźwiękowa (poza drum and bass)

- Interfejs użytkownika oraz ilość wymaganych punktów doświadczenia do odblokowania aut