Nie słyszałem wcześniej o tej produkcji, ale urzekła mnie swoim oryginalnym podejściem do gatunku przygodówek, które osobiście uwielbiam. Dodatkowo za muzykę odpowiadał Mick Gordon znany m.in. ze stworzenia ścieżki dźwiękowej do DOOM Eternal. Dlaczego więc mam z nią taki problem?




Tytuł został stworzony przez niezależne studio The Brotherhood, dzięki udanej zbiórce w serwisie Kickstarter. Historia opowiada o wielkim monolicie nazwany Penrose, dzięki któremu ludzkość dokonała niesamowitego przeskoku technologicznego. Poznajemy naszego głównego bohatera Marka Leslie, kiedy ten na skutek wypadku przenosi się do odległej przyszłości, gdzie granice między człowiekiem a maszyną zacierają się. Naszym zadaniem będzie oczywiście bezpieczny powrót do domu. Brzmi intrygująco, nieprawdaż?


Dlatego też nie rozumiem, jak można było uczynić tę produkcję tak nudną. W zasadzie rozgrywka polega na tym, że biegamy od punktu do punktu i rozmawiamy z kolejnymi postaciami, aby wyciągnąć od nich informacje i ruszyć dalej do następnej lokacji. Podczas grania w ten tytuł czułem się jak menel, który przychodzi do różnych osób, by poprosić o dwa złote na tani napój wyskokowy.




Gra nawet nie próbuje nam pomagać, zatem sami musimy odkryć, gdzie mamy iść i co zrobić. Co prawda możemy skorzystać z dziennika, ale informacje tam zawarte są bardzo ogólne, więc wszystkiego trzeba się domyślić i szukać na własną rękę. Jasne, może niektórym graczom takie podejście do zabawy się spodoba, Jednak ja byłem nim po prostu zmęczony.


Nasi towarzysze, czyli brat głównego bohatera Don i jego robo pies Pooche trafili do mojej osobistej czołówki najbardziej irytujących kompanów z gier, ponieważ ich rola ogranicza się w zasadzie tylko do podążania za bohaterem i podrzucania co jakiś czas jakiegoś zdania. Tytuł stara inicjować rozmowę, abyśmy ich polubili. Nie wiem tylko po co, skoro chwilę później postacie wracają do bezmózgiego biegania za bohaterem.




Wykreowany świat gry jest interesujący. Mamy w nim różne plemiona i kultury, a także odpowiednie widoki, zróżnicowane budynki itd. Chociaż Beautiful Desolation opiera się głównie na dialogach, postacie, z którymi przyjdzie nam wejść w interakcje to prawdziwa plejada dziwaków i osobistości — możecie mi wierzyć. Dlatego szkoda, że większość z nich jest tak bardzo irytująca i pretensjonalna.


W pewnym momencie gry zacząłem po prostu pomijać dialogi, bo miałem dość bezsensownego gadania o egzystencji i tym jak to ich życie jest trudne. A miejcie na uwadze, że to tytuł nastawiony na fabułę i rozwiązywanie zagadek. Nie mam nic do zniszczonych postaci, ale co jeśli każdy tutaj ma coś z głową? Psychiatrzy w tym świecie muszą być prawdziwymi milionerami.




Nawet izometryczny rzut kamery, kojarzący mi się z pierwszymi odsłonami Fallout'a tutaj zawodzi. Nawigowanie w takiej przestrzeni jest po prostu irytujące, gdyż co chwile natrafiamy na niewidzialne ściany a tła, choć ładne i klimatyczne, są pozbawione głębi, przez co trudno jest ocenić czy coś znajduje się na dole, czy już u góry.


Miałem nadzieje, że chociaż muzyka w wykonaniu Micka Gordona będzie mnie trzymać przy tej produkcji i tutaj mogę śmiało powiedzieć, że ten aspekt jest, okej. Chociaż aby w pełni docenić ścieżkę dźwiękową, musiałem posłuchać soundtracku. Odpowiednio nastrojowa i z małą nutką bębnów, kojarzące się z Afryką i ich mieszkańcami. Niektóre głosy postaci, nie wypadają tragicznie i przyjemnie słucha się łamanego angielskiego Marka i innych bohaterów.




Dodatkowo wersja na Nintendo Switch ma chwilowe zwiechy głównie, gdy pojawiamy się w nowej lokacji. Zapewne jest to wina doczytywania się mapy, bo ekrany wczytywania są tu dość częste i radzę się do nich przyzwyczaić. Nie wspomnę już o tym, że parę razy gra nie uruchomiła odpowiedniego skryptu, przez co miałem problemy z jej ukończeniem. Jednak co chwilę wczytywałem zapis gry, licząc na to, że tym razem skrypt zadziała i faktycznie to pomogło.


Jedyne, za co mogę pochwalić ten tytuł to oprawa graficzna. Jak już wcześniej wspomniałem, stylistyka gry jest świetna i ciekawa, a twórcy przy tworzeniu jej wykorzystali technikę fotogrametrii. Dodatkowo w produkcji mamy masę prerenderowanych filmików i pomimo że zazwyczaj prezentują tylko krajobrazy i statek z naszymi bohaterami to miło się na nie patrzy.


Na koniec dodam, że aby w pełni cieszyć się grą, wymagana jest znajomość języka angielskiego, ponieważ Beautiful Desolation nie posiada polskiej lokalizacji.




Podsumowanie

Czy Beautiful Desolation to zła gra? Powiedziałbym, że jest to tytuł bardzo specyficzny, skierowany do osób, które wolą poczytać dobrą książkę, aniżeli grać. Tytuł miał wszystko, aby stać się wyjątkowy i wiem, że w niektórych kręgach faktycznie tak jest. Sam niestety nie zaliczam się do grona fanów tej produkcji i nie mam zamiaru do niej nigdy więcej wracać.


MOJA OCENA 4/10


Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie Wire Tap Media