Opisywana przeze mnie produkcja z cyklu „Netflix serial oryginalny” zadebiutowała 25 marca bieżącego roku i jest to anime, na które miliony fanów czekało od dawna. Jest to bowiem adaptacja kultowej gry MOBA, która w chwili pisania recenzji jest jednym z najczęściej ogrywanych tytułów na platformie Steam przez przeszło pół miliona osób jednocześnie i to codziennie. Zapewne był to jeden z powodów, dla których włodarze z Netfliksa zdecydowali się na produkcje tego serialu. Czy serial sprosta oczekiwaniom fanów? Na to pytanie postaram się wam odpowiedzieć w poniższym tekście.




Twórcy wpadli na ciekawy pomysł, aby sezony nazwać „Księgami”, a to już na starcie sprawia, że klimat zaczyna się powoli wylewać z ekranu. W pierwszym sezonie poznajemy historie smoczego rycerza Daviona oraz księżniczkę Mirane, co w mojej ocenie jest strzałem w dziesiątkę, ponieważ są to postacie, które od samego początku jesteśmy w stanie polubić. Davion jest rycerzem, który przysiągł sobie walkę ze smokami, a dziwnym zrządzeniem losu został połączony z jednym z nich, zdobywając tym samym ogromną moc. Natomiast ujeżdżająca swojego wielkiego kota Mirane wyruszyła w świat w poszukiwaniu skradzionych kwiatów lotosu, które służą do przywołania bogini. Losy bohaterów zostają skrzyżowane w nietypowych okolicznościach, dzięki czemu z całego serialu zapamiętamy przede wszystkim tę dwójkę, co może przez niektórych zostać odebrane jako częściową porażkę w kontekście pozostałych bohaterów.




Podczas tworzenia animacji, twórcy skupili się na opowiedzeniu historii jedynie kilku bohaterów spośród około 120 postaci, co dla mnie osobiście jest idealnym rozwiązaniem z prostego powodu. Po pierwsze, to pozwoli o wiele lepiej wejść w świat przedstawiony oraz zżyć się z głównymi bohaterami. Dodatkowo warto zaznaczyć jednak, że długość odcinków jest przystępna, bo każdy z nich trwa około 25 minut, przez co nie czujemy się zmęczeni czy znużeni, jeśli dopiero wchodzimy w klimaty anime. Tym samym daje to twórcom możliwość poprowadzenia oraz wprowadzenia kolejnych postaci w następnych „księgach”.




Pierwsze co rzuca się w oczy, to bezbolesne wprowadzenie do uniwersum za pomocą pierwszych odcinków. Całość obejrzałem z moim bratem, który jest laikiem DOTY, a mimo to historie okazały się dla niego zrozumiałe, co w przypadku innych popkulturalnych adaptacji nie zawsze się udawało (tak, patrzę na Ciebie Netfliksowy Wiedźminie…). Głównie dlatego, że wydarzenia w serialu są przedstawione chronologiczne, więc przyjemność z oglądania wzrastała z każdym odcinkiem w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń.




Na szczególną uwagę zasługuje natomiast kreska artystyczna w Dragon’s Blood, w której widać, że twórcy często korzystali z efektów świetlnych oraz ogromnej ilości barw. Animacje przypominają te, które znamy ze świata DC oraz Castlevanii od Netfliksa. Wizualnie całość wydaje się odpowiednio wyważona i stonowana, nie psując jednocześnie klimatu materiału źródłowego. W Dragon’s Blood nie zabrakło również brutalności, która nigdy nie przekracza dobrego smaku, chociaż bywały momenty, które bardziej pasowałyby do Mortal Kombat Legends Scorpion’s Revenge, gdzie trup ściele się gęsto, czy też wcześniej wspomnianej Castlevanii.




Podsumowując całość, anime DOTA: Dragon’s Blood z perspektywy osoby, która spędziła setki godzin w grze, jest udaną adaptacją uniwersum gry. Jednakże należy zaznaczyć, że jeśli ktoś oczekuje przełożenia 1:1 rozgrywki na animacje, to tutaj tego nie znajdzie. Jest to swego rodzaju rozwinięcie uniwersum, które pozwoli spojrzeć na nie w zupełnie inny sposób. To dopiero pierwszy sezon, który nie oszukujmy się, jest pilotażowym, zatem nie oczekiwałem tutaj zamkniętej historii, a zakończenie jasno sugeruje, że „ciąg dalszy nastąpi…” zostawiając tym samym nas z lekkim niedosytem oraz pustką. Jestem pełen podziwu dla twórców, gdyż zabierając się za DOTA, postawili sobie bardzo wysoką poprzeczkę. Wiadomo, że w przypadku niepowodzenia wybór popularnego uniwersum może obrócić się przeciwko nim. Tutaj na szczęście udało się im w większości sprostać oczekiwaniom, zarówno fanów (nie mylić z fanatykami), jak i osób niezwiązanych z uniwersum. A DOTA: Dragon’s Blood jest idealną okazją, aby w nie wejść, a przynajmniej spróbować.


Moja ocena: 8/10