Pierwsze próby implementacji tej technologii podjęto już w 2010 roku przez firme Onlive, obraz był przesyłany na nasz ekran w rozdzielczości 720p, a do rozgrywki producent zalecał 5 MB/s. Usługa miała ogromne problemy ze stabilnością, płynnością, a sam przesyłany obraz, też nie prezentował się okazale przez niski bitrate. Dodajmy do tego, że polecenia wykonywane klawiaturą czy też kontrolerem były wykonywane w opóźnieniem. Firma w 2012 roku zbankrutowała.


Trochę czasu od tej porażki minęło i technologią grania w chmurze zainteresowały się ogromne korporacje pokroju Microsoftu czy Sony, do tego wyścigu zbrojeń postanowiła dołączyć również Nvidia ze swoim GeForce Now. Od niemal dwóch tygodni testują tę usługę i jestem nią oczarowany.




Na początku zaznaczmy, aby uruchomić dany tytuł w tej usłudze musimy mieć go kupionego, ewentualnie udostępnionego. Dodatkowo tytuł musi znajdować się najczęściej na Steam lub Epic Games Store, gdy te warunki zostaną spełnione możemy korzystać z programu w dwóch wariantach, darmowym gdzie możemy korzystać przez godzinę z serwerów Nvidii, a w przypadku jego przepełnienia czekamy w kolejce.


Drugi wariant jest już płatny, za 25 złotych dostajemy nieograniczony dostęp do serwerów i brak kolejki, jeśli zdecydujemy się na wykupione tzw. konta „Founders” będziemy mogli również korzystać z technologii śledzenia promieni jeśli dany tytuł tę opcję posiada.


Skoro to już wyjaśniliśmy, przejdźmy do spraw technicznych. Mój domowy internet posiada przepustowość na poziomie 50 MB/s, został podpięty do testowego laptopa za pomocą kabla. W programie mamy możliwość ustawienia wykorzystania danych, od 4 GB do 10 GB danych na godzinę, możemy również sami dostosować ilość wykorzystywanych danych czy rozdzielczość wyświetlanego obrazu. Na obecną chwilę maksymalnie jest to Full HD i 60 klatek.




Specyfikacja sprzętu, na którym testowałem usługę prezentuje się następująco:

Procesor Intel i3 – 5005U 2 x 2.0 GHz,

4 GB Ram,

Dysk 500 GB HDD,

Karta graficzna: Nvidia GeForce 920M 1 GB niezintegrowana.

Jak widać, lata świetności ten komputer ma już za sobą. Ustaliłem sobie kilka kryteriów oceniania, aby sprawdzić ile z tej usługi mogę uzyskać. Wszystkie produkcje były uruchamiane przez kabel, ze wszystkimi ustawieniami graficznymi na maksimum, a całość miała działać w rozdzielczości Full HD i 60 klatkach.


Na pierwszy ogień poszedł recenzowany przeze mnie niedawno Rover Mechanic Simulator i pomimo tego, że tytuł oficjalnie nie jest wspierany przez usługę to uruchomił się z panelu Steam-a. Gra utrzymywała stałe 60 klatek przy maksymalnych ustawieniach. Powiedzmy sobie szczerze, nie jest to tytuł szczególnie wymagający czy dynamiczny więc można było przypuszczać, że z odpaleniem go nie będzie żadnych problemów.




Potrzebowałem więc tytułu bardziej dynamicznego, gdzie płynność i sterowanie musi być niemal idealne. Wybór padł na Darksiders: Warmaster Edition, tytuł nienajnowszy, ale spełniający wymogi dynamicznej gry akcji i tutaj też nie napotkałem porblemów. Licznik pokazywał 120 klatek przy maksymalnych ustawieniach graficznych. Nie potrafiłem też zarejestrować opóźnienia pomiędzy naciśnięciem klawisza a wykonaniem przez postać polecenia.


Jak na razie moje doznania z obcowania z usługą Nvidii były wręcz idealne. Oto nagle dostałem do rąk potężne narzędzie, dzięki któremu mój komputer był w stanie uruchomić każdy tytuł i to zdecydowanie szybciej niż normalnie, dodatkowo nawet nie musiałem go u siebie instalować, wystarczyło, że posiadałem go w swojej kolekcji gier na Steam czy Epic Games.




Szukając dalej dynamicznych gier, które mogę przetestować padło na darmowego na Steam – Quake 2 RTX i tutaj również nie było żadnych opóźnień i sam w końcu mogłem się przekonać jak prezentuje się słynna technologia śledzenia promieni. W tym momencie byłem naprawdę pod wrażeniem. Tak dynamiczna staro-szkolna strzelanka na Quake 2 z RTX śmigała w 60 klatkach bez ani jednego laga, a wszystko to w Full HD.


Następny w kolejce był Mudrunners, skorzystałem z okazji, że akurat był rozdawany za darmo, nie ma się jednak co rozwodzić. Tytuł również osiągał bez problemu poziom 60 ramek przy rozdzielczości Full HD, tutaj jednak zauważyłem coś, co w starszych produkcjach nie było widoczne. Tytuł posiadał ślady kompresji niszcząc iluzje, że jest uruchamiany na moim komputerze.




Skaczący bitrate może jednak wybijać z rytmu, w zależności od tego co dzieje się na ekranie obraz może być ostry lub rozmyty. Niestety w niektórych nowszych produkcjach to widać i o ile mi to nie przeszkadzało i szybko się przyzwyczaiłem, nie wiem jednak, czy większość graczy będzie tak tolerancyjna. Trzeba powiedzieć to wprost, obraz nigdy nie będzie tak ostry jak produkcja uruchamiana bezpośredniego z naszego komputera.


Prawdziwy test nastąpił podczas uruchomienia gry Metro Exodus, oczywiście z maksymalnymi ustawieniami graficznymi i technologią RTX. Zacznę od tego, że w tytuł grało mi się bardzo dobrze, szczególnie że miałem wcześniej do czynienia z edycja na konsole Playstation 4 i produkcja ogrywana na wirtualnej maszynie Nvidii nie tylko wczytywał się błyskawicznie, ale działał lepiej i pomimo nie raz spadającej jakości prezentował się cały czas znakomicie. Tutaj też po raz pierwszy spotkałem się ze spadkiem klatkarzu w bardziej dynamicznych scenach, do 45. Nie jest to jakiś tragiczny wynik i myślę, że w większości nie powinien przeszkadzać w komfortowym graniu.




Zanim przejdziemy do podsumowania, na koniec zostawiłem sobie naszego rodzimego Wiedźmina 3, produkcja, która ma już pięć lat więc sądziłem, że uruchomi się bez najmniejszych problemów. Jak się okazało, GeForce Now nie był w stanie utrzymać stałych 60 klatek na sekundę, z włączoną technologią Nvdia Hairworks, liczba ta skakała między 35-40, dopiero po wyłączeniu tej usługi liczba skoczyła do 50, miejscami pokazując 60. Do tego przez ciągłe zmiany w jakości przesyłanego obrazu podczas szybkiego przemieszczaniu się na koniu, obraz się rozmazywał. Czy w takim razie Wiedźmin jest niegrywalny w tej formie? Absolutnie nie, do tego stopnia tak dobrze mi się grało, że prawie zarwałem nockę po raz kolejny poznając świat stworzony przez Andrzeja Sapkowskiego i CD Projekt RED.




Usługa jak widać nie jest doskonała i jeszcze sporo czasu upłynie nim będziemy mogli uruchomić dowolny tytuł na ekranie naszego telefonu wracając z pracy czy szkoły. Widać tu potencjał, który drzemie w tej technologii i jest zbawieniem dla osób, które nie mają komputerów z najnowszymi podzespołami. Jednak podczas swoich testów napotkałem kilka problemów.


O nierównej transmisji obrazu wspominałem, sporadycznie, bo dwa razy straciłem połączenie i musiałem uruchamiać tytuł od nowa. Największą bolączką jest jednak liczba dostępnych gier i tak są sposoby aby to obejść, ale nie możemy zagrać na GeForce Now we wszystko, bo tytuł nie zostanie wykryty. Wielu wydawcom nie podoba się, że Nvidia pobiera pieniądze za tę usługę i po prostu przestaje ją wspierać. Takim przykładem jest np. DOOM, którego bardzo chciałem sprawdzić, ale nie miałem takiej możliwości, ta sama sytuacja jest z większością gier od Electonic Arts.




PODSUMOWANIE


GeForce Now nie jest konkurencją dla grania na high-endowym sprzęcie, a odpalanie tej usługi na takim również moim zdaniem mija się z celem. Jednak dla osób, które od czasu do czasu chcą pograć w najnowsze tytuły, a nie posiadają do tego odpowiedniej maszyny jest to świetna alternatywa.


Drzemie w tej usłudze ogromny potencjał i osobiście czekam na jej rozwój. Dzięki GeForce Now znowu polubiłem granie na komputerze i nie raz pewnie uruchomię usługę bez obaw, że jakiś tytuł się nie uruchomi czy będę musiał obniżać grafikę.


MOJA OCENA 9/10