Niedawno nasz redaktor naczelny, Konrad przedstawił swoją opinię o tym tytule w wersji na komputery osobiste. W tym materiale zajmiemy się portem tej produkcji na konsole Nintendo Switch.

Ghostrunner został stworzony przez polskie studio One More Level we współpracy z duńskim zespołem Slipgate Ironworks i amerykańską firmą 3D Realms. Tytuł jest zręcznościową grą akcji, w której zarówno my jak i przeciwnicy umieramy od jednego trafienia. Pomysł na rozgrywkę przywodzi na myśl Hotline Miami, jednak tutaj wszystko jest nieco inne. Całość obserwujemy z perspektywy pierwszej osoby, a naszym jedynym orężem jest katana.




W grze mamy również ogromną ilość sekwencji zręcznościowo-platformowych i pomimo tego, że nie przepadam za takimi, szczególnie w grach FPS, tak tutaj stanowiły ciekawe wypełnienie pomiędzy kolejnymi starciami. Dodatkowo dostajemy ciekawy system rozwoju postaci w formie gry logicznej, przypominającej Tetrisa oraz kilka typów przeciwników.

Szkoda, że nie można tego samego napisać o poziomach, które dzieją się w cyberprzestrzeni, do której nasz bohater będzie musiał się kilka razy udać. Te zazwyczaj są nudne i irytujące, polegają na zbieraniu czegoś czy rozwiązywaniu prostych zagadek logicznych. Na całe szczęście tych misji nie jest zbyt dużo.

Fabuła pozwala śledzić losy tytułowego Ghostrunnera, który ma jedno zadanie, zabić Klucznika w wieży miasta Dharma. Pomaga mu w tym tajemnicza postać nazywająca siebie Architektem. Moim zdaniem historia przedstawiona w tym tytule jest nieco zbyt przewidywalna.

Brakowało mi czegoś, co w jakiś sposób poszerzy moją wiedzę o tym interesującym świecie. Sam główny bohater również nie jest głęboką i intrygującą postacią i szkoda, że nie możemy poznać więcej z jego historii. W rezultacie ciężko mi było się z nim utożsamić czy kibicować w drodze do swojego celu.




Ogromnym plusem jest świetna elektroniczna muzyka, odpowiednio pompująca adrenalinę sprawiając, że każde starcie to prawdziwa uczta dla uszu. Warto przesłuchać oficjalny soundtrack tej produkcji, bo naprawdę nie zawodzi i klimat znany z Akiry czy Łowcy Androidów, aż wylewa się z ekranu. Muzyka była jedną z rzeczy, dla których nie przestawałem grać w ten tytuł.

Szkoda, że port na Nintendo Switch nie jest ładny, a tekstury i niski zasięg renderowania obiektów przywodzą mi na myśl czasy PlayStation 2. Dorzućmy do tego niską rozdzielczość i mamy niezbyt zachęcający obraz, który na małym ekranie konsoli nie przeszkadza, ale na dużym telewizorze kłuje po oczach.

Warto dodać, że na późniejszym etapie rozgrywki pojawiają się naprawdę śliczne lokacje. Moment, w którym bohater wychodzi z korytarza i spogląda na Dharma City sprawił, że opadła mi szczęka. Myślałem wtedy, że mam do czynienia z zupełnie innym tytułem. Chciałbym zobaczyć w grze więcej tego typu miejsc, jednak pamiętajmy, że Switch to konsola nie tylko stacjonarna, ale również przenośna, więc coś musiało zostać poświęcone na rzecz czegoś innego.




Tytuł działa w 30 klatkach na sekundę i zwykle trzyma ten poziom, napisałem zwykle, ponieważ jest jeden etap pod koniec gry, podczas którego przez chwilę doświadczymy dość dużego spadku płynności. Jest to problem, gdyż jednocześnie musimy jeszcze się dynamicznie przemieszczać i walczyć z przeciwnikami. Warstwa techniczna tego tytułu to również ciekawa kwestia. Nie raz zdarzyło się, że mój cyber-ninja nie złapał się krawędzi, nie zaczął wykonywać biegu po ścianie czy zwyczajnie przenikał przez obiekty.

Być może w jakieś innej produkcji takie małe błędy byłyby niezauważalne, ale w produkcji gdzie liczy się ruch i dynamika, takie coś nie powinno się zdarzyć. Przez te małe problemy, nierzadko ginąłem nie ze swojej winy, a z winy błędu gry. Tytuł potrafi zirytować, a jego intensywność sprawia, że nie jest to produkcja przyjazna użytkownikom kontrolerów.




Do aspektów technicznych trzeba dodać jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to małe napisy, które kiedy gramy w trybie przenośnym stają się niemal niewidoczne i aby cokolwiek przeczytać musimy bardzo zbliżać konsolę od twarzy. Druga sprawa to brak polskiej wersji językowej, pomimo że wszystkie inne wydania takową wersje posiadają. Naprawdę wielka szkoda, że nie przyłożono się do tego portu nieco lepiej, jest całkiem dobrze, ale nie idealnie.


PODSUMOWANIE


Ciężko jest podsumować mi Ghostrunner. Jest to produkcja Indie, która ma ambicje na tytuł AAA. Wiele błędów technicznych irytuje, ale sama rozgrywka broni się swoją dynamiką i gęstym klimatem. Na Switchu tytuł nie prezentuje się zbyt okazale, a sterowanie pozostawia wiele do życzenia, jednak grę przeszedłem i nie żałuje, że właśnie z tą wersją się zapoznałem.

Dla osób, które tak jak tytułowy bohater są ciągle w biegu, edycja na Switch może okazać się ciekawym zakupem, zapewniającym kilka godzin świetnej zabawy. Gracze, którzy raczej się nie przemieszczają, powinni zapoznać się raczej z wersjami na inne platformy. Zaoferują one dużo lepszą grafikę i płynniejszą rozgrywkę. Pomimo niedoróbek, jest to dobry tytuł i jeśli podejdziemy do niego z odpowiednim nastawieniem, to nie zostaniemy rozczarowani.


MOJA OCENA TO 8/10