Szatan, Gwiazda Zaranna czy Samael...tak, Diabeł ma wiele imion. Jednak jakkolwiek byśmy na niego nie mówili, nie zmienia to faktu, że Lucyfer jest od kilku lat jedną z najpopularniejszych postaci, której poczynania możemy śledzić na Netfliksie.

Dlatego nowe odcinki były wyczekiwane przez wielu fanów na całym świecie. Tym bardziej że składający się z 16 epizodów piąty sezon podzielono na dwie części i na dalszy rozwój wydarzeń trzeba było poczekać 9 miesięcy. A warto przypomnieć, że czas w serialu został dosłownie zatrzymany, więc nie tylko widzowie czekali na wznowienie akcji.

Grzech & Grzesznik, czyli o czym jest i jaki jest sezon 5B?

Pierwsza połowa piątego sezonu Lucyfera skupiała się na wprowadzeniu jego brata bliźniaka – archanioła Michała, który wcale nie jest tak dobry, jak mogłoby się wydawać. Aczkolwiek to nie pierwszy raz, kiedy scenarzyści biorą biblijne motywy i wywracają je do góry nogami.




Dlatego prędzej czy później musiało dojść do tego, że Bóg zejdzie na Ziemię, a motywem przewodnim będzie rywalizacja o posadę Wszechmogącego i powiązane z tym poświęcenie.




Tymczasem ani Panu Wszelkiego Stworzenia, ani scenarzystom nie śpieszy się do tego, by wyjaśnić wszystkie niedomówienia i rozwiązać zaistniałe problemy. Zamiast tego Stwórca postanawia uczestniczyć w życiu swoich dzieci — Amenadiela i Lucyfera, aby pokazać się od innej strony niż tej, którą na przestrzeni całego serialu sprzedawał wszystkim Władca Piekła.

I trzeba przyznać, że chociaż w kreacji postaci granej przez Dennisa Haysberga jest ziarno prawdy, to w dużej mierze scenarzyści dają mu szansę na rehabilitację i zyskanie sympatii widzów.




Z tego powodu nowe odcinki wracają do korzeni serialu poprzez położenie większego nacisku na rozwiązywanie zagadek detektywistycznych, dzięki czemu widzowie mogą ponownie zobaczyć diabelskie oblicze i wewnętrzne rozterki głównego bohatera.

Niestety cierpi na tym trochę tempo, ponieważ kluczowe wątki oraz relacje rozwijają się dość wolno i można odnieść wrażenie, że akcja stoi w miejscu. Dlatego dla urozmaicenia, producenci ponownie przygotowali specjalne epizody, które z jednej strony bawią się przyjętą konwencją, a z drugiej dają czas antenowy postaciom, które normalnie odgrywają rolę drugoplanowe.

W drugiej połowie piątego sezonu otrzymaliśmy dwa takie spin-offy i muszę przyznać, że chociaż dobrze się bawiłem, oglądając oba (szczególnie podobał mi się musicalowy epizod, gdyż nie zabrakło w nim klasyków rocka w nowych, świetnych aranżacjach takich jak Another one bites to dust czy Wicked Game) to uważam, że były one odrobinę za długie, a do samej fabuły wniosły tak niewiele, że równie dobrze mogłoby ich nie być. 




Wyjątkiem jest odcinek ukazujący losy Dana Espinozy, ponieważ nie tylko jest odniesieniem do pewnego, istotnego wydarzenia, ale i od tego momentu fabuła zaczyna domykać otwarte wątki.

Pierwotnie piąty sezon miał być tym ostatnim, więc ostatnie 4 odcinki są prawdziwą, emocjonalną jazdą bez trzymanki. Chociaż twórcy zapowiedzieli już, że w produkcji jest 10 kolejnych, to uważam, że 5B był świetnym materiałem na satysfakcjonujące zakończenie całości.

A finalny odcinek jest kapitalnie zrobiony nie tylko pod kątem fabularnym, ale także i wizualnym. Do tej pory piąty sezon był oszczędny w środkach, skupiał się na wprowadzeniu nowego antagonisty i rozwinięciu głównych wątków. Natomiast jego finał dostarcza praktycznie wszystko, o co można było prosić twórców — od targania naszymi emocjami, przez nawiązania do wcześniejszych wydarzeń czy rozwój romansu, aż po epickie sceny walki.




Jednak oprócz tego, że 5B jest ucztą dla oczu, to chciałbym też zwrócić uwagę na warstwę dźwiękową. Otóż w momencie, w którym Netflix wykupił prawa do Lucyfera, w czwartym sezonie było nie tylko widać błędy montażowe, ale i dało się usłyszeć wyraźnie gorszą oprawę audio, zwłaszcza pod kątem dialogów.

Zarówno ścieżki oryginalne, jak i te, na których nagrano lektora, zostały wyraźnie ściszone, choć od czasu do czasu je pogłaśniano, lecz na moment, co tworzyło wyraźny dysonans. I początkowo na te same problemy cierpiały pierwsze odcinki sezonu, lecz w przypadku 5B ten problem został wyeliminowany i ponownie możemy bezproblemowo oglądać Lucyfera zarówno w oryginalnej, jak i polskiej wersji dźwiękowej.

Podsumowanie

Moim zdaniem, Lucyfer 5B jest słabszy od 5A, bo o ile pierwsza połowa sezonu była utrzymana w jednostajnym tonie i tempie, tak najnowsze odcinki sprawiają wrażenie, jakby twórcy mieli zbyt wiele pomysłów na to, jak poprowadzić resztę fabuły.

Tak jak już wspomniałem, Lucyfer 5B to emocjonalny rollercoaster i ogólnie to dobrze się bawiłem, oglądając go. Po prostu uważam, że podzielenie sezonu na dwie części nie było najlepszym pomysłem, bo przez to da się zauważyć te problemy, o których napisałem. Jednak w ramach całości, druga połowa powinna wypaść dużo lepiej, co razem da jeden z lepszych sezonów tego serialu.

Moja ocena - 7/10