Czasy świetności strategii czasu rzeczywistego (RTS- ang. real time strategy) już dawno mamy za sobą, ale czy na pewno? Otóż ostatnimi czasy twórcy gier powoli powracają do tego gatunku coraz chętniej. W ubiegłym roku światło dzienne ujrzała genialna strategia Iron Harvest, której recenzję możecie przeczytać tutaj. (link do recenzji atomowego https://geektechmedia.pl/artykuly/iron-harvest/ ). Dnia 9 marca bieżącego roku pojawiła się kolejna odsłona kultowej serii Twierdza o podtytule Władcy Wojny od studia Firefly. Portfolio deweloperów może nie jest zbyt duże jak na przeszło 22 lata istnienia, ale wydając w 2001 roku pierwszą odsłonę serii Stronghold, wstrzelili się idealnie w ówczesny nurt gier strategicznych, tym samym podbijając serca fanów gatunku.





Co kryje się pod płaszczykiem rozgrywki w orientalnej odsłonie Twierdzy?

Twórcy gry oddali do dyspozycji graczy 31 map, z czego 24 jest nastawionych na aspekt wojenny rozgrywki, natomiast pozostałe 7 skupia się na ścieżce ekonomicznej. Podczas trybu dla jednego gracza przyjdzie nam ukończyć pięć kampanii rozgrywających się w różnych zakątkach kontynentu. Począwszy od Tajlandii, przez Chiny i Mongolię po Japonię. Oczywiście możemy je od razu pominąć i wybrać jeden z czterech pozostałych trybów gry:

  • Samouczek,
  • Pojedyncza potyczka,
  • Swobodne budowanie,
  • Mapy graczy (dostępne za pośrednictwem Steam Workshop).



Menu dla jednego gracza

Muszę przyznać, że od dawna nie wpadłem w taki gamingowy trans, jeśli chodzi o rozgrywkę dla jednego gracza. Jako fan serii, znalazłem tutaj wszystko, czego mógłbym oczekiwać od kontynuacji serii, a nawet coś więcej. Nie zabrakło klimatu, który był w poprzednich odsłonach. Jedyne czego mi brakowało to wstawek wprowadzających do misji, które do dziś wspominam z łezką w oku, gdzie walczyliśmy z wieprzem, wilkiem czy szczurem.



Filmik pokazujący różnice między wprowadzeniem do misji w pierwszej części oraz Władcach Wojny

Tutaj twórcy zdecydowali się na przedstawienie planszy, na której wymienione zostały cele misji oraz opcjonalne podpowiedzi, które mniej wprawionym graczom mogą ułatwić przejście danego zadania. Oprócz tego nie zabrakło wydarzeń losowych w najmniej odpowiednim momencie jak np. choroba bydła czy też nagły pożar, który trzeba ugasić, żeby nie spłonęła cała wioska. To jak ta seria ewoluowała przez lata, jest czymś godnym podziwu.



Menu misji

Podczas kampanii dla jednego gracza stopniowo zapoznajemy się z drzewkiem technologicznym zawartym w grze.Na początku mamy drobne oddziały złożone z podstawowych jednostek do walki w zwarciu oraz dystansowych, aby pod sam koniec kierować machinami oblężniczymi oraz jednostkami specjalnymi.



Ekran ładowania

Podtytuł Władcy Wojny nie wziął się znikąd, albowiem jest to kluczowy element rozgrywki, który wyróżnia najnowszą odsłonę serii od pozostałych. Każdy z klanów ma osobne właściwości oraz poziom trudności ich zdobycia. Przejęcie ich na mapie może nam ułatwić potyczkę z przeciwnikiem. Również należy pamiętać o systemie zdobywania przez nich poziomów. Te wbijamy za pomocą punktów dyplomacji, a ulepszanie władców pozwala zwiększyć korzyści, jakie nam przynoszą m.in. 10 worków z ryżem zamiast bazowych 5, czy też odblokowanie specjalnego atrybutu przypisanego do danego klanu.



Ekran podbitego władcy

Pojedyncza potyczka to nic innego jak znany z gier strategicznych „Skirmish”, gdzie walczymy ze sztuczną inteligencją na jednej z dziesięciu map. W tym trybie musimy po prostu rozbudować się oraz pokonać przeciwnika zabijając jego Władcę Twierdzy. Na każdej z plansz dostępni są neutralni władcy, którzy po pokonaniu będą nam służyć i dzielić się swoimi dobrami takimi jak:

  • pożywienie,
  • zasoby,
  • wsparcie wojskowe,
  • obrona

Oczywiście przeciwnik może odbić danego Władcę, zyskując w ten sposób przewagę na mapie. W przypadku tego trybu całe drzewko technologiczne jest odblokowane, lecz jest również ukryte za sprawa braku odpowiednich surowców.



Ustawienia dostępnych neutralnych władców w scenariuszu

Nie zabrakło również dodatkowych modyfikacji rozgrywki takich jak początkowa ilości zasobów, czy też czas, w którym przeciwnik nas nie zaatakuje. Mając na uwadze różny stopień zaawansowania graczy, twórcy nie zapomnieli o ustawieniu przewagi na starcie, gdzie możemy dać przewagę na starcie sobie lub przeciwnikowi.



Ustawienia scenariusza Potyczka

Kolejnym trybem rozgrywki jest „swobodne budowanie”, przeznaczony do zabawy w tak zwanej piaskownicy, w której możemy wykazać się kreatywnością w budowaniu zamków. Do dyspozycji graczy twórcy oddali trzy zróżnicowane mapy: polanę w dżungli, otwarty step oraz zaciszną wyspa. W tym trybie nie musimy obawiać się o atak nieprzyjaciela, ponieważ tutaj skupiamy się bardziej na warstwie ekonomicznej rozgrywki na wzór tak zwanych city-builder’ów.



Ustawienia scenariusza Sandbox


Jak przedstawia się poziom trudności w grze.

Poziom trudności to coś, do czego mam największe zarzuty, ponieważ jest on totalnie nierówny. Pomijając pierwszą część kampanii, która ma wprowadzić nas w system rozgrywki oraz podstawy mechaniki, to w niektórych momentach poziom trudności był tak sinusoidalny, że to przechodzi ludzkie pojęcie. Przykładowo jedna z misji, w której walczymy w obronie twierdzy, jest problematyczna względem pozostałych, ponieważ tempo, z jakimi chłopi zmierzają do podstawowego surowca, jakim jest drewno bambusowe, aż prosi się o zrobienie przysłowiowego ALT+F4, ponieważ za każdym razem gdy zaczynają je ścinać, są zabijani przez wrogie wojsko. Otóż owe bambusy, które należy ściąć, znajdują się nieopodal sporej ilości wojsk przeciwnika, podczas gdy my mamy do dyspozycji tak naprawdę garstkę łuczników oraz kilku toporników. Oczywiście, misję jak najbardziej da się ukończyć, ale w porównaniu z pozostałymi jest zdecydowanie trudniejsza niż wskazywałby na to „normalny” poziom trudności. Takich misji w tej grze jest około 5. Czy to dużo, czy mało? Pozostawiam to waszej ocenie.



Wspomniana wcześniej nasza armia



Wspomniana wcześniej armia przeciwnika

Jeśli natomiast chodzi o poziom trudności w trybie pojedynczej potyczki, to jest ona zbalansowana i nie można się do niczego przyczepić, Najwidoczniej twórcom podwinęła się trochę noga, jedynie przy tworzeniu poszczególnych misji względem dostępnego poziomu trudności.


Oprawa audiowizualna oraz jej optymalizacja.

Twierdza: Władcy Wojny to jedna z najładniejszych gier ostatnich lat, jeśli chodzi o gatunek RTS. Twórcy zadbali o to, aby fani serii poczuli się jak w domu za sprawą idealnie odwzorowanego klimatu poprzednich odsłon serii, lecz w ładniejszej oprawie graficznej. Gra jest w pełnym 3D, co szczerze mówiąc, nie powinno w tych czasach dziwić. Pamiętajmy jednak o tym, iż gatunek RTS jest dość specyficzny i łatwo można zepsuć czytelność rozgrywki za sprawa elementu, jakim jest trójwymiar. Trzeba przyznać, że twórcy odwalili kawał świetnej roboty, jeśli chodzi o implementację pełnego trójwymiaru.



Rysunek pokazywany podczas wprowadzenia do kampanii

Dodatkowo ścieżka audio wprowadza niesamowity klimat podczas rozgrywki. Jedyne, do czego można by się ewentualnie przyczepić to polska wersja językowa, która przez niektórych może zostać odebrana jako „niepełna” lokalizacja. Otóż bywają momenty, gdy jednostki mówią w języku adekwatnym do frakcji, którą aktualnie gramy. Gdy na przykład. słyszymy wiadomość w stylu „zapasy ryżu są drastycznie niskie”, a następnie wojsko krzyczy w orientalnym języku, to może to wybić z immersji. Niemniej uważam, że całość prezentuje się bardzo dobrze.



Rozgrywka

Jeśli chodzi natomiast o optymalizację, to tutaj w gruncie rzeczy jest poprawnie. Nie zarejestrowałem spadków klatek poniżej 60 zarówno w Full HD, jak i w rozdzielczości 1440p, na ustawieniach maksymalnych. Rozgrywka sieciowa również nie przysporzyła mi żadnych problemów. W momencie, w którym Internet działa poprawnie pingi były w granicach normy, dzięki czemu nie uświadczyłem, odczuwalnych lagów. Podczas 25 godzin rozgrywki, gra wyrzuciła mnie do pulpitu tylko raz, chociaż przyczyny nie udało mi się ustalić. Było to podczas jednej z początkowych misji ekonomicznych.


Podsumowując

Twierdza: Władcy Wojny jest udaną kontynuacją serii, w której znajdą coś dla siebie zarówno początkujący gracze rozpoczynający przygodę z gatunkiem strategii czasu rzeczywistego, jak również spełni ona oczekiwania weteranów. Należy jednak pamiętać o tym, że jest to gra, która kładzie nacisk zarówno na aspekt Macro (ekonomia) jak również Micro (kontrola jednostek), dzięki czemu rozgrywka jest zawsze absorbująca i odczuwamy syndrom tak zwanej “jeszcze jednej tury”, a w tym wypadku misji.

Moja ocena: 8/10

Plusy: 

  • Odwzorowany klimat serii
  • Powiew świeżości w postaci systemu dyplomacji
  • Balans rozgrywki
  • Oprawa audiowizualna
  • Możliwość dodawania map społeczność za posrednictwem Steam workshop

Minusy:

  • Lokalizacja (nie wszystkie jednostki mówią po polsku, przez co niektórzy mogą wypaść z imersji)
  • Nierówny poziom trudności