Watch Dogs Legion to gra, co do której byłem nastawiony mocno sceptycznie po pierwszej zapowiedzi. W końcu nie od dziś wiadomo, że Ubisoft potrafi zrobić świetny zwiastun, który nie do końca odzwierciedla stan faktyczny prezentowanej produkcji. Dlatego pytanie brzmi — czy finalnie Watch Dogs Legion zasłużył sobie na moją i waszą uwagę?




Jeśli oczekujecie rozbudowanej fabuły — to jestem pewien, że czeka was srogie rozczarowanie, mimo tego iż na papierze historia wygląda na znacznie poważniejszą niż przygody Marcusa Hollowaya i jego przyjaciół.



Otóż akcja została umiejscowiona w czasach teraźniejszych, gdyż ma miejsce niedługo po Brexicie. W tej wizji przyszłości ludzie cierpią na bezrobocie, a co gorsza są zależni od polityków i postępującej cyfryzacji.

Natomiast ciesząca się do tej pory społecznym uznaniem organizacja DedSec zostaje oskarżona o zorganizowanie ataku bombowego na Londyn. Dlatego nietrudno odebrać tę grę jako pewien manifest polityczny.




Prawda jest jednak taka, że cutscenek nie ma zbyt wiele i zamknięta w 38 misjach opowieść jest jedynie pretekstem, aby gracz mógł wcielić się w dowolną osobę, która może permanentnie zginąć. Ma to znaczenie, ponieważ gdy nasz towarzysz zostanie przez kogoś zabity, inna postać może go pomścić.

W tym miejscu warto nadmienić, że możemy grać bez permadeath, aczkolwiek moim zdaniem granie bez tej funkcji nie ma większego sensu. Dlatego w tym przypadku można śmiało stwierdzić, że reklama nie kłamała i ta opcja faktycznie dostarcza sporo frajdy.



Przechadzając się po wiernie odwzorowanym Londynie, naprawdę możemy rekrutować, kogo chcemy, a nawet prześledzić jego plan dnia i sprawdzić, czy ma jakieś koneksje z innym potencjalnym członkiem naszej ekipy.




Różnorodność kulturowa (w grze są obecni m.in. Polacy i Amerykanie polskiego pochodzenia) oraz możliwość dostosowania się do harmonogramów wywołuje pozytywne, pierwsze wrażenie. Dlatego nie przejmowałem się tym, że część postaci była wrogo nastawiona, bo wystarczyło znaleźć jakiś haczyk, aby przychylniej spojrzeli na propozycję dołączenia. Natomiast jeśli pomogliśmy bliskiej dla rekruta osobie, to nierzadko potem sama chciała być częścią gangu. 




Warto jednak pamiętać, że nie mamy nieskończenie wiele slotów. Z tego powodu polecam zwracać uwagę na cechy wyróżniające, gdyż nie tylko wykonywany zawód ma znaczenie dla niektórych zadań, ale również to, że nasz bohater dysponuje np. mniejszą odpornością czy talentem do gubienia pościgów.

Piszę o tym, ponieważ po kilku godzinach zauważyłem, że większość przechodniów nie ma predyspozycji, które jakkolwiek przydałyby się w misjach.




Na szczęście sama gra co jakiś czas proponuje osoby o odpowiednich umiejętnościach. Dlatego możemy czekać na sugestie albo dokupić bohaterów, jeśli dysponujemy walutą premium.




Kolejny problem pojawia się, jeśli chcemy zbudować więź z naszym rekrutem. Jak już wcześniej wspomniałem — aby pozyskać nowego członka drużyny, musimy najpierw zająć się zadaniem, o którego wykonanie nas poprosi.

Owszem, czasami prośby sprawiają wrażenie rozbudowanych, ponieważ dowiadujemy się, co i dlaczego trapi naszego przyszłego towarzysza. Jednak niestety, każda rozmowa jest niesamowicie sztuczna i prostolinijna.




Dlatego mimo szczerych chęci, szybko zacząłem pomijać dialogi z przechodniami, aby ostatecznie całkowicie zrezygnować z ich usług, skupiając się tylko na najlepszych kandydatach.




Pod kątem rozgrywki to kolejna gra Ubisoftu z mocno uproszczonymi modelami jazdy i strzelania, wybiórczą fizyką obiektów oraz opcjonalnymi aktywnościami. Szkoda tylko, że w misjach głównych, jak i pobocznych cały czas robimy to samo, czyli hakujemy urządzenia, ratujemy ludzi z opresji i rozwiązujemy logiczne łamigłówki.




Z czasem odblokowujemy kolejne gadżety, jak zdalnie sterowane drony, które mogą ułatwić wejście na wyższe kondygnacje, a nawet posłużyć za środek transportu czy znane z ostatniego Spider-Mana pająkoboty. Jednak większość z nich nie jest za bardzo przydatna.



Dlatego nie mam wątpliwości, że dla streamerów i youtuberów tworzących własne historie Watch Dogs Legion to prawdziwe pole do popisu. Natomiast normalnym graczom, którzy oczekiwali od produkcji Ubisoftu czegoś nowego i nie zamierzają sięgać po tryb sieciowy, który zostanie udostępniony 3 grudnia, ta powtarzalność będzie odczuwalna.

Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że wirtualny Londyn mimo kilku futurystycznych elementów takich jak stacje szybkiej podróży został naprawdę wiernie odwzorowany.

Aczkolwiek oprawa graficzna i optymalizacja na pecetach jest dość nierówna. Chociaż różnicę, jaką robi raytracing, da się zauważyć gołym okiem, dzięki czemu mamy pięknie oświetlone noce (szczególnie wtedy polecam przelecieć dronem nad miastem), wówczas raczej nie spotkamy na ulicach zbyt wielu ludzi. 




Natomiast za dnia, Londyn tętni życiem. Praktycznie wszędzie się coś dzieje — protesty, bezpardonowe patrole służb mundurowych czy drobne kradzieże — to wszystko tutaj jest. Niestety, wówczas wyłaniają się także wszelkie niedoskonałości, których nie maskuje nawet technologia raytracingu.



Płaskie tekstury na budynkach, desynchronizacja głosu z ruchem ust, migoczące cienie czy doczytujące się obiekty, a także ich odbicia na niezbyt okazałej wodzie to pierwsze co się rzuca w oczy. Domyślam się, że część z was będzie w stanie zignorować nawet przeciętne modele twarzy. Jest jednak coś, wobec czego nie da się być obojętnym — wszechobecne błędy i optymalizacja.




Jasne, w streamingu przez Geforce NOW Watch Dogs Legion cały czas działał w 60 klatkach. Natomiast na bardziej przyziemnej konfiguracji (GTX 1060 6 GB, 16 GB pamięci RAM, Intel Core i5-7600) gra nie była stabilna. Przechadzając się po mieście czy wykonując zadania, płynność była znośna, bo utrzymywała się na poziomie 45 FPS-ów. Z kolei podczas jazdy pojazdami pojawiał się odczuwalny spadek do 25, maksymalnie 30 klatek.

Ponadto miałem styczność z mniej lub bardziej irytującymi glitchami — od postaci chodzących w miejscu po wyrzucenie do pulpitu, gdy chciałem zrobić zdjęcie. Oczywiście, pierwsze poprawki już się ukazały, więc część rzeczy, o których piszę, prawdopodobnie jest już nieaktualna. Niemniej jednak uważam, że eliminacja wszystkich niedociągnięć zajmie deweloperom dłuższą chwilę.




Dużo lepsze wrażenia wywołuje dobór utworów do radia. Watch Dogs Legion oferuje 113 piosenek reprezentujących 7 różnorodnych gatunków — elektronikę, grime, hiphop, indie, szeroko pojęty metal, muzykę klasyczną i punk rock.

Co ważne, nie licząc motywu przewodniego gry, cała ścieżka dźwiękowa składa się z licencjonowanych utworów od wielu znanych artystów takich jak Blur, Bolt Thrower, Bring Me The Horizon, Gorillaz, The Chemical Brothers, czy Stormzy, którego nawet spotkamy w grze.




W drodze do pracy możemy również posłuchać podcastów przybliżających życie Londyńczyków w nowej rzeczywistości. Niestety, mają one jedną, poważną wadę — kiedy wysiądziecie z auta, w odróżnieniu od tradycyjnych audycji, nie są nadawane w czasie rzeczywistym. Zatem odpalając ponownie radio, podcasty będą powtarzane od samego początku.

Natomiast uruchamiając stacje z muzyką, za każdym razem będziecie słyszeć inną piosenkę. Aczkolwiek po kilku godzinach gry da się zauważyć, że niektóre kawałki są losowane częściej niż pozostałe. Tym bardziej że część gatunków jak metal czy punk rock otrzymały mniej utworów, więc w ich przypadku znacznie łatwiej o powtarzalność.




Podsumowując Watch Dogs Legion jest kolejną grą złożona z dobrze znanych mechanik i dwoma innowacyjnymi, których potencjał nie został w pełni wykorzystany. Można wręcz uznać, że miała być usprawiedliwieniem dla scenarzystów, którzy nie pokusili się o stworzenie angażujących zadań.

Jednak skłamałbym, gdybym napisał, że bawiłem się źle i żałuję poświęconego na nią czasu. Po prostu jest to produkcja, po której nie należy oczekiwać zbyt wiele i warto się z nią zapoznać, dopiero gdy trafi na promocję.

Moja ocena — 6,5/10