Każdy z nas był kiedyś dzieckiem i oglądał kreskówki. Była to ważna część naszego życia, dlatego wielu bohaterów wciąż mamy w pamięci i jeżeli ukazują się z nimi kolejne produkcje, to nie wstydzimy się tego, że mimo upływu lat wciąż sprawdzamy je z zainteresowaniem. 

Polska także doczekała się swoich animowanych idoli, którymi są m.in. Kajko i Kokosz, o czym najlepiej świadczy fakt, że jedna z ich historii zatytułowana Szkoła Latania została w 2016 r. włączona do kanonu lektur szkolnych.

Z kolei od 2020 r. wszystkie komiksy ukazują się poza granicami naszego kraju — mianowicie w Danii.

Czym jest Kajko i Kokosz?

Dlatego domyślam się, że wielu z was miało już z nimi styczność. Tym bardziej że na ich kanwie powstały nawet gry komputerowe.

Jednak warto przypomnieć, że są to bohaterowie całej serii komiksów autorstwa Janusza Christy zapoczątkowanej w 1972 r., która jest wciąż kontynuowana, mimo tego, że nie odpowiada za nie zmarły w 2008 roku twórca marki, a mianowani przez niego następcy — scenarzysta Maciej Kur i rysownik Sławomir Kiełbus.

Akcja Kajko i Kokosza ma miejsce w Mirmiłowie — należącej do kasztelana Mirmiła osadzie, której bronią tytułowi słowiańscy wojowie. Największym zagrożeniem jest oddział rycerzy rozbójników - Zbójcerzy, a zwłaszcza ich herszt - Krwawy Hegemon, marzący o zdobyciu Mirmiłowa.

Kajko i Kokosz byli tworzeni przez Janusza Christę w latach 1972-1990, w których autor stworzył 14 komiksów poświęconych parze walecznych przyjaciół. Jednak potem z powodów zdrowotnych przestał rysować i na nowe historie z uniwersum fani musieli poczekać do 2016 r.

To właśnie wtedy zaczął ukazywać się, kontynuowany do dziś cykl Kajko i Kokosz - Nowe Przygody. W 2021 r. ma się ukazać Zaćmienie o zmierzchu, czyli kontynuacja Królewskiej Konny - pierwszej od 30 lat historii z Kajkiem i Kokoszem, która powstała w oparciu o niewykorzystane pomysły Janusza Christy. 

Kajko i Kokosz — historia serialu

Kajko i Kokosz to pierwsza polska animacja oryginalna w dorobku Netfliksa. Dotychczas były podejmowane trzy próby ekranizacji przygód o słowiańskich wojach.

Pierwsza z nich została podjęta przez studio Hanna Barbera w technologii 2D na przełomie lat 80 i 90 XX wieku, ale nie doszła do skutku. Podjęta w 2001 roku aktorska próba adaptacji albumu Dzień Śmiechały nie została sfinalizowana.

Dlatego przygody Kajka i Kokosza doczekały się ekranizacji dopiero w 2006 roku, jednak 16-minutowy film zrealizowany w technologii 3D na podstawie albumu Zamach na Milusia nie spotkał się z uznaniem fanów.

Kolejne starania dotyczące ekranizacji historii o średniowiecznych wojownikach podjęło studio animacji EGoFILM w 2018 roku. Podobnie jak oryginalne komiksy, każdy z odcinków serii będzie stanowił odrębną historię, a wszystkie będzie łączyć przyjaźń jako wartość nadrzędna serialu.




Produkcja ma liczyć 26 odcinków, z których każdy będzie trwał 13 minut. Jednak została ona na części i 28 lutego na Netfliksa trafi jedynie 5 epizodów. Kolejne dwie pojawią się w drugiej połowie 2021 r. i w 2022 r.




"Lelum Polelum", czyli jak prezentuje się Kajko i Kokosz po latach?

W porządku, skoro formalności mamy już za sobą to przejdźmy do moich wrażeń. Zacznijmy od tego, że nie jestem jakimś wielkim fanem Kajka i Kokosza, toteż moje oczekiwania nie były na tyle wysokie, by ruszać na twórców z widłami po pierwszym zwiastunie.



Z drugiej strony od dawna nie widziałem animacji, która nie byłaby przesadnie "dorosła" lub była zbyt infantylna, a współczesna kreska mnie nie odrzucała. Owszem, wygląd bohaterów i lokacji został nieco unowocześniony, lecz jednocześnie zachowuje swój staroszkolny styl, a co za tym idzie - oprawa wizualna jest przyjemna dla oka.

Jasne, można narzekać na to, że ruchy postaci są nieco toporne, co oczywiście jest prawdą, ale nie na tyle, by odrzucały od ekranu. Co więcej, moim zdaniem dzięki temu, że jest ręcznie rysowana i częściowo animowana poklatkowo, ta bajka może się wyróżniać na tle konkurencji.

Jest to istotne, ponieważ Kajko i Kokosz będzie dostępny także dla zagranicznych widzów, a jak wiadomo — zdarza się im odpalić rodzimą produkcję, chociażby z ciekawości a potem, jeśli się spodoba — sięgnąć po oryginał.

Ponadto trzeba zauważyć, że chociaż Netflix oferuje napisy w języku angielski, dubbing jest już dostępny wyłącznie po polsku, więc to głosy naszych zawodowców będą służyć za wzór.

A dobór obsady nie został potraktowany po macoszemu, ponieważ do lokalizacji zatrudniono aktorów, których głos będzie pasował do charakteru postaci.



Praktycznie ani razu nie odniosłem wrażenia, żeby któryś z bohaterów nie brzmiał wiarygodnie, dzięki czemu netfliksowski Kajko i Kokosz pod tym kątem bije na głowę film z 2006 r. Aczkolwiek nie brakuje kilku bardziej znanych nazwisk jak Jarosław Boberek czy Jacek Kopczyński, które zwracają na siebie większą uwagę.

A skoro już wspomniałem o warstwie dźwiękowej to chciałbym jeszcze poruszyć kwestię ścieżki dźwiękowej. Nie wysuwa się ona na pierwszy plan, motywy muzyczne trwają kilka sekund, toteż bardzo łatwo je zignorować.

Jednak z tego co wiem, to taki był zamysł, aby muzyka przygotowana przez Stefana Wesołowskiego przede wzmacniała kontekst sytuacji i stanowiła element naturalnego tła.

Dlatego dobór instrumentów i ich wykorzystanie było dla autora i muzyków czystą zabawą i pojawiają się tu zarówno cymbałki czy akordeon, jak i puzon czy organy Hammonda.

Niemniej uważam, że nie tylko udało się zrealizować ten cel, ale także nadano produkcji swojski charakter, za sprawą którego od razu czuć, że mamy do czynienia ze słowiańską produkcją. 

Ponadto bardzo podoba mi się to, że do stworzenia efektów dźwiękowych wykorzystano prawdziwe średniowieczne przedmioty jak miecz czy rycerską zbroję, a także nagrywano odgłosy przyrody. 

Jedynym, poważnym minusem jest to, że niektóre dialogi są ciszej zmiksowane, więc gdy w czasie ich trwania pojawiała się muzyka to praktycznie je zagłuszała. Dlatego czasami musiałem skorzystać z pomocy napisów, aby zrozumieć, co dany bohater właśnie powiedział.

"Na plasterki" czyli jaki jest Kajko i Kokosz po pierwszych dwóch odcinkach?

Kajko i Kokosz to nie jest w pełni nowa, autorska produkcja, a adaptacja tego, co znamy z komiksów, mianowicie Szkoły latania i Zamachu na Milusia. Oczywiście, nie przeniesiono treści jeden do jednego, ale myślę, że najwięksi wyjadacze nie będą narzekać na przesadne odejście od materiału źródłowego.

Uważam nawet, że dobrze będzie sięgnąć po oryginalne zeszyty lub jakieś streszczenie, bo mimo tego, że sceny w odcinkach są na tyle długie byśmy skojarzyli kto jest kim, serial różni się od oryginału tym, że nie ma żadnego wprowadzenia czy też narratora, który przedstawiłby widzowi bohaterów. 



Jednak najważniejsze jest to, że Kajka i Kokosza ogląda się bardzo przyjemnie. Akcja nie wydaje się rozwleczona ani specjalnie wybrakowana — po prostu sobie płynie.

Scenarzyści także nie przesadzili w temacie żartów, gdyż te pojawiają się raz na jakiś czas i nie czułem, aby twórcy umieszczali je tylko po to, aby obrzucić widzów cytatami z komiksu.



Jedyne co mnie niepokoi to fakt, że na potrzeby serialu każdy odcinek ma być odrębną historią. Jednak jak już wspomniałem są to zaadaptowane wydarzenia z komiksów, więc zastanawia mnie, jak pogodzono kwestię chronologii, tak aby nie przeszkadzała w odbiorze późniejszych odcinków, które będą inspirowane tym samym materiałem źródłowym.

Podsumowanie 

Chociaż na finalny werdykt jeszcze przyjdzie czas, po pierwszych dwóch odcinkach jestem naprawdę zadowolony, z tego co stworzyło studio EGoFilm. Będąc z Wami zupełnie szczerym — czekam, aż dane mi będzie obejrzeć kolejne epizody.

Moim zdaniem, Kajko i Kokosz zapowiada się na serial, który powinien zadowolić zarówno starych, jak i nowych fanów, dorosłych oraz dzieci. To produkcja, która ma przede wszystkim być rozrywką i bawić widza, niezależnie od wieku.