Xbox Game Pass to aktualnie prawdziwy ewenement na rynku. Za 55 złotych miesięcznie można cieszyć się 369 tytułami (choć niektóre z nich to specjalne edycje tej samej gry) na konsoli i komputerze jednocześnie. Ciężko wskazać lepszą usługę abonamentową na ten moment, zwłaszcza że biblioteka jest stale poszerzana i pojawiają się tam naprawdę dobre, najnowsze produkcje.

Jak więc Microsoft jest w stanie zarobić, oferując tak wiele za kwotę będąca tak naprawdę często ułamkiem premierowej ceny wielu gier? Otóż wygląda na to, że niekoniecznie zarobek jest tutaj priorytetem.



Szef marketingu Xbox Games, Aaron Greenberg, wypowiedział się na ten temat w niedawnym odcinku podcastu What’s Good Games. Wyjaśnił, że patrzą na to trochę inaczej i całość traktują raczej jako narzędzie marketingowe. Zamiast próbować wyciągnąć jak najwięcej zysku z każdego fana, chcą sprawić, by wydane przez nich pieniądze miały jak największa wartość. A nawet dać więcej niż powinni za daną kwotę.

Greenberg wskazuje tu na proste uzasadnienie. Gracz otrzymujący tak atrakcyjną ofertę nie tylko będzie chciał korzystać z niej dalej, ale również prawdopodobnie podzieli się nią z innymi. A tak zwany marketing szeptany, to jedna z najskuteczniejszych metod.

I chyba dużo się nie pomylił. Game Pass jest szeroko zachwalany praktycznie wszędzie i zapowiadając w swojej ofercie na przykład wszystkie gry z ostatniej konferencji Xboxa, stanowi poważne zagrożenie dla konkurencji. Promocyjna cena pierwszego miesiąca pozwala sprawdzić go samemu bez żadnego ryzyka. Anulowanie subskrypcji jest proste, chociaż Greenberg twierdzi, że tej usłudze będziemy chcieli pozostać wierni na całe życie.



źródło: pcgamer grafika: xbox